Często przy recenzji jakiejś książki posługuję się rekomendacją wydawcy, gdy wydaje mi się ona robić to lepiej, niż dokonałbym tego sam. Tak też i będzie w wypadku Bohdana Urbankowskiego i jego dzieła „Bohaterowie i zdrajcy”, o którym na okładce wydawnictwo „Biału Kruk” pisze tak:
„Autor znany jest z patriotyzmu, ogromnej erudycji, błyskotliwych myśli i ciętych sformułowań, wiążąc wiedzę historyczną z refleksją filozofa, pisząc barwnym, wyrazistym językiem. Nie lubi lukrowanek, jasno nazywa rzeczy po imieniu, nie myląc opartych na Dekalogu pojęć i wartości (skąd biorą się kłopoty niektórych nowoczesnych Polaków z chrześcijańską tożsamością swego narodu) oraz bezbłędnie oddzielając bohaterów od zdrajców (są oni dla nas ostrzeżeniem, tym bardziej, iż nie brakuje ich również w III RP). B. Urbankowski rozprawia się z kłamliwymi narracjami kształtującymi dzisiejszą wiedzę (czy niewiedzę) historyczną współczesnych ludzi żyjących w nowoczesnej wieży Babel. Takie mamy czasy, że nawet w szkołach dokonuje się przekłamań, zamieniając dowolnie role bohaterów i zdrajców. Ta książka prostuje wiele spraw, w tym pomaga zrozumieć, na czym polega bohaterstwo i jak perfidna potrafi być zdrada. Polska jawi się jako przedmiot troski (przykłady zdrady) ale i powód do dumy (dowody bohaterstwa); autor prezentuje też dorobek polskiej myśli społecznej, politycznej i filozoficznej oraz jej wkład w wielkie europejskie dziedzictwo”. Tyle „Biały Kruk”. Teraz ja…
Po tym wprowadzeniu, o czym generalnie jest dzieło B. Urbankowskiego, muszę zaznaczyć, że nie jest to jakiś dokładny rejestr „bohaterów i zdrajców” przewijających się przez historię Polski, więc z tego punktu widzenia, tytuł jest raczej mylący, choć oczywiście pojawiają się w książce jedni i drudzy. Sądzę, że dobrze będzie tu przytoczyć tytuły czterech głównych rozdziałów by zorientować się o czym pisze autor, a są to: 1. „Wynalazek zwany Rzeczpospolitą” 2. „Myśl rodzinna” 3. „Odbudowywanie niepodległości” 4. „Tradycja – żywa i trująca”. Jak więc widać po tytułach (podzielonych jeszcze na części) nie jest to jakiś rejestr „bohaterów i zdrajców”, ale w większości całkiem inna tematyka, którą na 600 stronach zajmuje się autor. B. Urbankowski pisze o tematach, które są raczej mało, lub w ogóle nieznane nawet osobom interesującym się szeroko pojętą historią Polski. I teraz pokrótce przedstawię Państwu kilka tematów jakich one dotyczą.
Drugą część I rozdziału zatytułowaną „Polska, czyli kłopoty z tożsamością”, autor zaczyna od definicji, czym właściwie było „bycie Polakiem” od czasów narodzenia się Królestwa Polskiego, przy czym jako tożsamość uznaje zbiór specyficznych wartości, z którymi zaczynamy się utożsamiać i tworzących „charakter narodowy” decydujący o postępowaniu danej społeczności. Jak zaznacza B. Urbankowski, wstępny projekt polskości „piastowskiej” skończył się wraz z upadkiem dynastii, po czym na terenach powiększającej się obszarowo i liczebnie I Rzeczpospolitej z wolna narastała wielokulturowość, wieloreligijność i wielojęzyczność (rdzenni Polacy dzieli kraj z Rusinami, Słowakami, Niemcami, Żydami, Ormianami, Litwinami i mniejszymi narodami jak np. Tatarzy). Oczywiście z biegiem czasu oraz wobec zmiennych okoliczności sytuacja ta ewoluowała ale I RP była zawsze państwem wielonarodowym, z całym jego bogactwem, ale i niestety wieloma wynikającymi z tego konfliktami. Z czasem wśród polskiej większości narodziła się tożsamość sarmacka, której głównymi cechami były: 1.Elitaryzm (co nie wykluczało akceptacji elit mniejszości narodowych). 2. Chrystiaznim (łacina była powszechnie używana jako łącznik językowy). 3.Republikanizm (mimo formalnego panowania króla). 4.Tolerancja, głównie wyznaniowa ale i z poszanowaniem odmiennych obyczajów. 5. Tradycja oparta na prawie rzymskim, kulturze chrześcijańskiej oraz wspólnej historii. 6. Poczucie misji dziejowej, lecz bez wywyższania się nad inne narody. Wszystkie projekty tożsamościowe upadły wraz z końcem I RP.
Po I wojnie, II Rzeczpospolita była państwem posklejanym z ziem trzech zaborów o różnych systemach prawnych, obyczajowych etc. stąd konieczne było oparcie tożsamości nowo narodzonego państwa na połączeniu przeszłości, tej dawnej wspaniałej RP z teraźniejszością, opierając ją na podobnych, choć nie identycznych regułach jak za dawnych czasów. Podczas 20-to lecia międzywojennego II RP po obronie swej niepodległości w zwycięskiej wojnie z bolszewikami w roku 1920, stanęła przed szeregiem wyzwań i oprócz niewątpliwych sukcesów, zanotowała też wiele niepowodzeń. Niestety projekt II RP został zniszczony wspólnymi siłami nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji, zaś nowo powstałe elity narodowe zostały wymordowane, co przyniosło tak fatalne skutki, gdy do życia powołano „Polskę Ludową”.
Czwartą część I rozdziału B. Urbankowski poświęca „ojcom polskiej demokracji”, zaczynając krótki rejestr od przedstawienia Andrzeja Frycza Modrzewskiego i dzieła jego życia „O naprawie Rzeczypospolitej”, wydane w całości w 1554 r. (pierwsze wydanie z 1551 zawierało tylko 3 księgi wskutek oporu Kościoła) w Bazylei, o którym wydawca napisał „Od początku świata nie wydali niczego w tym rodzaju ani starożytni, ani nowożytni”. Popyt spowodował szybkie 2 łacińskie wydania, które przetłumaczono też na francuski, włoski, hiszpański i niemiecki, lecz w 1557 r. papież Paweł IV umieścił dzieło Polaka na indeksie, jako kontrowersyjne (za m.in. postulat opodatkowania biskupów). Tak czy inaczej autora uznano za jednego z prekursorów nowożytnej filozofii państwa a jego 5 ksiąg (O obyczajach, O prawie, O wojnie, O Kościele, O Szkole) omawiało i ustosunkowywało się do tematów, którymi żyli współcześni mu ludzie i wywołało intelektualny ferment oraz dyskusje wśród intelektualnych elit Europy. Znamiennym jest fakt, że mimo krytyki dzieła w ojczyźnie autora, jego wznowione w 1770 r. wydanie stało się podstawą reform Komisji Edukacji Narodowej…
Część III swego dzieła pt. „Odbudowywanie niepodległości” autor zaczyna od rozdziału I „Tradycja i misja ruchu piłsudczykowskiego” z początkiem, którym jest „Myśl marszałka Piłsudskiego i jej geneza od czasów konfederacji Barskiej”. B. Urbankowski nawiązuje krótko do powstań narodowych, ale właściwą narrację zaczyna od roku 1914, gdy piłsudczycy wyszli z podziemia i pomaszerowali na fronty I wojny.
Wobec legendy Marszałka autor ma wyważony stosunek, czyli ani go nie idealizuje, ani też nie pomniejsza jego wojskowo-organizacyjno-politycznych zdolności, wskazując że potrafił zrealizować plany, „które dla poprzednich pokoleń były ich niespełnioną misją”. Poza tym znakomitym posunięciem Piłsudskiego było włączenie polskiej tradycji powstańczej do ruchu socjalistycznego, który pod jego wpływem został podporządkowany walce o naszą niepodległość wtedy, kiedy ważyło się samo istnienie nowego bytu RP.
Tak przy okazji B. Urbanowski prostuje całkiem nieznany fakt, a mianowicie datę przyjazdu do Warszawy po uwolnieniu z twierdzy w Magdeburgu: otóż wbrew obiegowej opinii nie jest to 11, a 10 listopada 1918 r. co samo w sobie nie jest może tak ważne, ale tym niemniej zasługuje na sprostowanie…
Rozdział III tej części jest poświęcony historycznemu znaczeniu, i to nie tylko dla odrodzonej po latach II RP lecz praktycznie dla historii świata, Bitwie Warszawskiej i militarnym zwycięstwem nad bolszewickimi hordami mającymi zamiar jak walec przetoczyć się przez Europę aż po Atlantyk. Gdy Naczelnik 16.11.1918 ogłosił światu powstanie niepodległej Polski, tego samego dnia Sowiecka Rosja przekształciła Zachodni Region Obronny w Armię Zachodnią, co było zapowiedzią nieuchronnego konfliktu, mimo podjęcia w październiku 1919 r. rozmów z Sowietami. W początkowej fazie negocjacji, kiedy mieli problemy z armią Denikina, bolszewicy wiele obiecywali, lecz po sukcesach militarnych usztywnili swe stanowisko by w dwa miesiące później przerwać rozmowy. Strategiczny błąd popełnił sam Denikin, który zamiast dogadać się z Piłsudskim, nadal trzymał się wizji „jednej, wielkiej, niepodzielnej Rosji”, zaś przyszła Polska miała by być okrojona do granic Królestwa z 1815, czego powstała z niebytu RP oczywiście nie mogła w żaden sposób przyjąć. Jak się sprawy potoczyły dalej, wszyscy wiemy…
B. Urbankowski szerzej przedstawia tło i wydarzenia związane z Bitwą Warszawską a ja tylko pokrótce dodam za wieloma opiniami, iż była ona arcydziełem sztuki wojennej i wielu przeciwników Piłsudskiego próbowało pomniejszyć lub nawet zanegować jego geniusz strategiczny. Nie znaczy to by Marszałek jednoosobowo bitwę wygrał samym talentem, bo wszak miał znakomitych pomocników i wykonawców swych planów, no i wreszcie sami planiści nie wygrywają bitew, co i w tym przypadku było dziełem polskich żołnierzy oraz ofiar i poświęcenia stojących za nimi rzesz społeczeństwa, nie pomijając rzecz jasna interwencji z samej „góry”… Kończąc wątek związany z postacią J. Piłsudskiego, poza tragicznym majem ‘26 r. („Srebrna i czarna legenda Piłsudskiego”) należy przypomnieć, iż gdyby Zachód (dokładnie Francja) posłuchały tego politycznego wizjonera i jak sugerował Marszałek uderzyły prewencyjnie na Niemcy po dojściu do władzy Hitlera w 1933 r. kiedy Reichswhera liczyła zaledwie 100 tys. żołnierzy, nie doszłoby do II wojny i związanych z nią tragicznych konsekwencji z milionami ofiar oraz innymi wydarzeniami, które przeorały dramatycznie historię świata.
Rozdział II czwartej części („Tradycja żywiąca i trująca”) pt. „Karły na grobach olbrzymów” poświęcony jest dwóm przykładom martyrologii narodu polskiego związanym z II wojną. „Prawda i sens Powstania Warszawskiego” jak sam tytuł wskazuje, odnosi się do zasadności wybuchu walk i autor pisze o tym tak:
„Wiemy o tym, o czym oni nie wiedzieli: o zdradzie sojuszników, o cynicznych targach ludźmi i ich ojczyznami, o nienawiści sowieckiego despoty. Ośmielamy się drwić z głupoty lub naiwności tych, którzy leżą w mogiłach, obciążając ich winą za śmierć tysięcy ludzi i zniszczenie stolicy Polski. Takie to łatwe i podłe”.
Z kolei rozdział III, „Termoplile polskie 1945” mówi o zbrodni o której bano się mówić nawet w latach ’90 i chodzi tu o Obławę Augustowską, po której dotąd nie znaleziono ciał kilkuset ofiar. Zbrodnia ta dokonana przez krasnoarmiejców w lipcu 1945 przy pomocy miejscowych komunistów jest do dziś otoczona zmową milczenia mimo odnalezienia dokumentów sowieckich, mówiących że „W stosunku do 575 osób wszczęto postępowanie karne i prowadzono śledztwo, ale sprawy karne nie zostały skierowane do sądu i nie udało się ustalić jakichkolwiek informacji o losach zatrzymanych ”. Kilku żyjących jeszcze świadków Obławy uważa, iż była to zemsta na cywilnych mieszkańcach Puszczy Augustowskiej, po przegranej bitwie nad jeziorem Brożane, w której 7 tys. sowieckich żołdaków przez 3 dni nie mogło pokonać 200 akowców (walki zaniechano po wyczerpaniu się amunicji).
IV rozdział „Salon, klub i inne partyjne przedpokoje, czyli drugie pokolenie UB atakuje…” traktuje w dużej mierze o tematach poruszonych wcześniej w serii książek innych autorów „Resortowe dzieci”, czyli ustawieniu w nowej postkomunistycznej rzeczywistości swoich dzieci (a nawet wnuków) przez część czerwono-różowego establishmentu. Autor podkreśla, że oba reprezentatywne pokolenia, tj. działające w początkach PRL i to powstałe u zarania III RP miały wspólny mianownik a mianowicie antypolonizm. W pierwszym wypadku wynikał on ze zwalczania polskiej tradycji jako reakcyjnej i kontrrewolucyjnej postulując ogólnikowy internacjonalizm na modłę sowiecką. 2 pokolenie nie może stosować terroru fizycznego, stąd sięga do szantażu ekonomiczno-medialnego mając przez długie lata prawie monopol w tych dziedzinach, a miejsce internacjonalizmu zajęły struktury ponadnarodowe i ich społeczeństwo otwarte, walka z ksenofobią itd.
Niewątpliwie oba pokolenia łączy wrogość wobec głównego przeciwnika czyli Kościoła katolickiego, który jest zwalczany na różne sposoby, bo wiadomo, iż jeśli społeczeństwo utraci kręgosłup moralny, jest tylko kwestią czasu jego przemodelowanie na pożądany kształt.
Ostatni V rozdział „Wciąż oddychamy PRL-em” jest częściowo powiązany z poprzednim, bo nawiązuje do dziedzictwa, które III RP odziedziczyła po PRL-u ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami, choć oczywiście nie jest to jakiegoś rodzaju przekleństwo, którego nie da się z czasem przezwyciężyć. Jak pisze B. Urbankowski „Polski Ludowej już nie ma, ale żyją jej kłamstwa, ewoluują, przeżywają nowe wcielenia. Kłamstwo w PRL-u było wszechobecne jak powietrze. Polacy nauczyli się nim oddychać, i tak im zostało. Nawet dziś prawda nas zatyka i niektórych nawet przyprawia o wymioty”. Dobrym przykładem diagnozy takiego stanu rzeczy jest choćby „Kłamstwo smoleńskie” i stosunek dużej części społeczeństwa do tego, że to co się wydarzyło 10.04.2010 r. nie było żadnym strasznym wypadkiem ale znakomicie przygotowanym i przeprowadzonym zamachem. Przykre jest, że do tej pory tak wielu ludzi odmawia akceptacji tego faktu, żyjąc w krainie „wypierania”. Auror przypomina też „niechlubne poczęcie” III RP w wyniku dogadania się elit czerwono-różowych, sławne toasty w Magdalence czy uznanie Kiszczaka i Jaruzelskiego przez Michnika za „ludzi honoru”, obłapianie się z J. Urbanem etc.
B. Urbankowski kilka „ciepłych” zdań poświęca też współczesnej Rosji, cytując ideowego guru Putina i elit rosyjskich Aleksandra Dugina, uważającego że „Zachód to geograficzny Antychryst, martwa ziemia, więc wszystko co mu szkodzi jest dobre”. Stąd Dugin postuluje sojusz ze światem islamu oraz dogadaniem się z Niemcami, bo: „My, Rosjanie i Niemcy, rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy inaczej rozumować. Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległej Polski w żadnej formie i podobnie jest z Ukrainą. Nie dlatego, że ich nie lubimy, ale dlatego, iż takie są prawa geografii sakralnej i polityki. (…) Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, popierać polską masonerię i rozkładowe ruchy świeckie”.
Poza nielicznymi wyjątkami, autor nie oszczędza też strony żydowskiej, celnie zauważając, iż „Żydzi z Izraela eksportują do nas głównie kult własnych cierpień lekceważąc nasze i coraz rzadziej dołączają trochę wdzięczności”, bo jak stwierdził 40 lat temu szef Światowego Kongresu Żydów I. Singer: „Ponad 3 miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą ich spadkobiercami. Nigdy na to nie pozwolimy. Będą słyszeć o tym od nas tak długo, jak Polska będzie istnieć. Jeśli Polska nie spełni naszych roszczeń, będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym”.
Nie można też było pominąć „kwestii niemieckiej” i tu B. Urbankowski wskazuje na transformację wpływu Niemiec z tradycyjnej siły militarnej na „soft power” (co prawda czasem brutalnie egzekwowaną), która przejawia przez działania natury ekonomicznej, promowanie „niemieckości” za granicą oraz trwającą lata i skuteczną politykę (za zgodą środowisk żydowskich) wybielania zbrodni wojennych oraz ich „eksportu” w kierunku Polski (sprawa obozów koncentracyjnych).
Książka Bohdana Urbankowskiego ma podtytuł „Wspólna pamięć narodu” i zamiast rejestru „Bohaterów i zdrajców” przypomina dziedzictwo, które sprawia, że jest nadzieja byśmy nie przestali być Polakami…

