Moje recenzje: Wojciech Roszkowski – „Bunt barbarzyńców”

Moje recenzje: Wojciech Roszkowski – „Bunt barbarzyńców”

„Bunt barbarzyńców” profesora Wojciecha Roszkowskiego, którego sylwetkę już kiedyś szerzej Państwu przedstawiłem (podtytuł książki to „105 pytań o przyszłość naszej cywilizacji”) nie wprost, ale jednak jest kontynuacją jego „Roztrzaskanego lustra”. Jak zwykle na początku chcę oddać głos wydawcy, czyli wydawnictwu „Biały Kruk” piszącemu na okładce m.in. tak: „Ludzie coraz częściej czują, że dzieje się coś niedobrego i stawiają sobie natarczywe pytanie: dokąd zmierzamy? Zauważają symptomy rozpadu, lecz rzadko dostrzegają przyczyny zła. Są też wszak i tacy, a jest ich większość, którzy niczym lemingi staczają się w wytyczaną przez mainstream przepaść bezmyślności. Czyż jednak chaos, bezprawie i pogarda wobec Dekalogu mogą służyć jako napęd rozwoju? Mamy do czynienia, jak kiedyś cywilizacja starożytnego Rzymu z buntem barbarzyńców, ale także narodzinami neopogaństwa, obalaniem autorytetów (tych prawdziwych) i wartości utrzymujących wspólnotę w ładzie moralnym. „Współczesny człowiek Zachodu – jak pisze autor – zbyt często unika rozważania pytań, na które brak łatwych odpowiedzi, lub szuka odpowiedzi zbyt prostych by były prawdziwe. Pytania i odpowiedzi z mojej książki powinny zainteresować ludzi choćby trochę zatroskanych o przyszłość swoją i wspólnoty, w której żyją. Ktoś, kto spędza większość wolnego czasu wpatrzony w ekranik swego telefonu, czytając tylko uwagi znajomych o swoich znajomych, albo w inny podobnie produktywny sposób wypoczywa, czyli zabija siebie, może najwyżej zapytać: ‘ale o co chodzi ?’. I o tym jest ta książka”.

Oczywiście ograniczone ramy artykułu nie pozwalają mi się odnieść do wszystkich 105 poruszonych w książce spraw więc zmuszony jestem tylko pobieżnie przedstawić państwu część opisanych tematów.

I rozdział dotyczy cywilizacji zachodniej, a pierwszy pytanie nosi znamienny tytuł: „Czy świat zachodni zwariował ?” i jego konkluzją jest, że raczej tak, na co autor przytacza wiele argumentów. I nie chodzi tu o jakieś dylematy moralne, lecz o sprawy dotyczące normalnego (jak się okazuje nie dla wszystkich), starego zdrowego rozsądku, więc prof. Roszkowski całkiem zasadnie pyta: „Jak to możliwe, by osobnik uważający się za kobietę a będący mężczyzną, żądający depilacji swego organu płciowego w zakładzie dla kobiet oddał sprawę do sądu, zamiast trafić do zakładu psychiatrycznego? Czy ktoś przy zdrowych zmysłach żądałby używania w dokumentach zamiast „matka” i „ojciec”, słów „rodzic 1” i „rodzic 2”? Dlaczego zwolennicy aborcji nie chcą się przyjrzeć obrazowi USG pokazującego zabijanie ludzkiego płodu, który się przed tym broni, a razi ich transmisja i potępianie eutanazji? No i jeśli ludzki płód nie jest człowiekiem, to skąd się mają brać ludzie ? Jaki cel ma uczenie małych dzieci masturbacji w myśl zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, zaś aborcja ma być podstawowym prawem człowieka i wykonaniem praw reprodukcyjnych kobiet ?” Autor ten akapit kończy tak: „Gorączka więc niewątpliwie jest, i to wysoka. O ile się jeszcze da zrozumieć, skąd się bierze ta choroba, to co do rokowań pacjenta nie ma jasności i trudno być optymistą”.

Pytanie nr 15 „Czy rzeczywiście cywilizacja zachodnia upada ?” zadane jest głównie, choć nie wyłącznie, w kontekście tego co dzieje się w krajach Europy (wiele poruszanych pytań dotyczyłoby też USA, lecz w swej książce autor odnosi się głównie do naszego kontynentu). Ja tutaj zadałbym inne pytanie, tj.: „Czy europejska cywilizacja zachodnia w ogóle jeszcze istnieje, w klasycznym tego słowa znaczeniu ?” Trudno go nie zadać, gdy jej 68 mln mieszkańców to imigranci z krajów jej kulturowo obcych, natomiast kiedy się weźmie pod uwagę, iż olbrzymia większość rdzennych europejczyków wyznaje „wartości europejskie”, nie mających prawie nic wspólnego z chrześcijaństwem, to nijak się takiego tworu nie da określić „cywilizacją zachodnią” (chyba tylko geograficznie). Społeczeństwa zachodnie zatraciły swą tożsamość i na dobrą sprawę nie wiedzą kim są, i czym się różnią od innych, więc nawet w podręcznikach szkolnych nie znajdzie się jakieś ściślejszej definicji poza enigmatycznymi wartościami europejskimi. Znamienne jest, iż nie wspomina się w nich prawie o dziedzictwie chrześcijańskim, które wszak ukszałtowało cywilizację zachodnią, czy się tego chce, czy nie.
Inne pytanie (nr 20) to: „Co może zastąpić cywilizację zachodnią ?”, które sugeruje nie wprost ale jednak, że zagłada jest tylko kwestią czasu i jak celnie zauważa prof. Roszkowski: „Żal nad upadkiem cywilizacji zachodniej mógłby być nieuzasadniony gdyby było jasne, że zastąpi ją twór lepszy, tymczasem nie ma żadnych oznak takiego rozwoju sytuacji”. Coś pewnie sugerują dyskusje w arabskich stacjach TV, gdzie się często dyskutuje jaką najlepszą strategię przyjąć by podbić Zachód. Czy takiemu bezkrwawemu podbojowi (brzuchami muzułmanek) może zapobiec wzrost popularności partii anty-muzułmańskich w państwach zachodnich, gdy dominujące elity liberalno-lewicowe nie widzą żadnej groźby dominacji islamu ?

Rozdział II prof. Roszkowski poświęcił wojnie kulturowej, zauważając iż ma ona swoją genezę i z tego wynikające konsekwencje, w Rewolucji Francuskiej (RF). Moralność oparta na Dekalogu i przekonaniu, że istniej prawda obiektywna, a człowiek jest stworzeniem obdarzonym wolną wolą (ale ograniczonym przez naturę i podlegającym wymogom moralności), stąd ma zdolność dokonywania czynów dobrych i złych, co jest podstawą chrześcijaństwa i zbudowanej na nim cywilizacji. To podczas RF powstały twierdzenia, iż Boga nie ma, obiektywna prawda nie istnieje a tylko jakaś względna, zaś człowiek może się stwarzać sam, przez poszerzanie zakresu swej wolności, co jest zbieżne z marksizmem kulturowym głoszonym m.in. przez włoskiego komunistę Antonio Gramsciego (autora „marszu przez instytucje”) oraz Altiero Spinellego, obu proponujących zaczęcie rewolucji społecznej od przemian obyczajowych oraz „duchowego” podboju młodego pokolenia. Może się wydawać dziwne, ale obecnie ich sojusznikami stali się radykałowie islamscy, bo lewactwo za swego głównego wroga uznało chrześcijaństwo z jego zasadami moralnymi (choć muzułmanie przecież nie popierają agendy LGBT) i ukuto pojęcie islamofobii, pomocnego do zwalczania wspólnego wroga ideowego, czyli praktycznie Kościoła katolickiego.

Pisząc o szaleństwach ogarniających cywilizację zachodnią, koniecznym było nawiązanie do chyba tego najbardziej skrajnego, a mianowicie ideologii gender, która skrótowo twierdzi, iż płeć biologiczna nie ma większego znaczenia a społeczne role mężczyzn i kobiet nie mają z nią wiele wspólnego będąc produktem kultury. Ideologia gender wpisując się przy okazji w agendę LGBT+ rozróżnia kilkadziesiąt rodzajów (czyli gender) ludzi w odniesieniu do ich orientacji seksualnej, czyniąc z tego „odkrycia” dogmat wiary i powód do żądania tolerancji oraz penalizacji tych, którzy wskazują na obłędność i nienaukowość tej ideologii, ze szczególnym wskazaniem na „fundamentalistów chrześcijańskich”. Genderyści wraz aktywistami homo trochę zapędzili się w brak logiki, by kiedy uzasadniali na początku, iż homoseksualiści nie mają swobody wyboru, bo jest on uwarunkowany genetycznie, by później twierdzić, że tendencje homo wynikają głównie z oddziaływania środowiska i kultury. Mimo to, nie można lekceważyć tych idiotyzmów, bo jak zauważa prof. Roszkowski: „Ideologia gender godzi w podstawy rodziny, płodności i naturalnego rozwoju osobowości. Jej celem jest stworzenie kolejnego wydania „nowego człowieka”, kiedy równość między ludźmi zostaje sprowadzona do absurdalnego wymiaru: zamiast równej godności kobiet i mężczyzn, gdzie jak pokazuje natura i ludzkie dzieje mają oni do spełnienia różne role, otrzymujemy utopię gwałcącą naturę i zdrowy rozsądek”.

Ale ideologia gender jest tylko produktem całego ciągu szaleństw, które zaczęły się po wybuchu rewolucji seksualnej rozpoczętej rewoltą studencką pod koniec lat ’60 XX w. Wtedy to mają początki „szurniętego feminizmu” (w przeciwieństwie do tego oryginalnego, walczącego o równouprawnienie ekonomiczne i obywatelskie), którego aktywistki na fali rewolucji obyczajowej żądały prawa do aborcji i tzw. swobody wyboru w tej kwestii („moje ciało, moja decyzja”), a bardziej radykalny nurt wskazywał na opresyjną rolę rodziny i całej struktury społeczeństwa. Z czasem przyniosło to negację fundamentalnych biologicznych różnic między obu płciami i znalazło swoje wynaturzenie w ideologii gender, przy czym lata wcześniej o swoje „prawa” zaczęli walczyć geje i lesbijki (potem kompleks LGBT+), zaś feministki zdołały wprowadzić do narracji istnienie „praw reprodukcyjnych” (które w niektórych krajach zostały wprowadzone do systemu prawnego). Z kolei homo-lobby i perwersi przeprowadzili szereg udanych operacji: od zmiany nastawienia społeczeństw do ruchu homo, przez legalizację zawierania tzw.”małżeństw” i adopcji dzieci oraz faktyczną penalizację w wielu krajach „homofobii”, czyli zakazu jakiejkolwiek krytyki zachowań homoseksualnych.

Cenzura w tej dziedzinie w krajach Zachodu, jest przerażająca…

Profesor Roszkowski źródeł tych groźnych ideologii i zjawisk upatruje m.in. w sukcesach „politycznej poprawności” i złowieszczemu „zakazowi dyskryminacji”, który nominalnie powinien być raczej popierany, lecz w granicach zdrowego rozsądku (został praktycznie skazany na banicję). Jak pisze autor w pytaniu temu poświęconym „Absurdalne sformułowanie zasady niedyskryminacji wszelkich poglądów oznacza, iż nie ma prawdy absolutnej, a tylko relatywna i nikt nie musi za nic odpowiadać. Te obie postawy z kolei odpowiadają za powstanie tzw. mowy nienawiści, pojęcia tak nie do zdefiniowania, że jak zaznacza prof. Roszkowski „Wystarczy przekonanie „ofiary” o dyskryminacji, a „sprawca” musi udowodnić swoją niewinność, co jest zaprzeczeniem prawa. Określenie mowa nienawiści jest kwintesencją dyskryminacyjnej funkcji politycznej poprawności”. Z powodu wmontowania zasad politycznej poprawności, mowy nienawiści oraz zdeformowanego „zakazu dyskryminacji” w systemy prawne wielu państw Zachodu, całkiem zasadne jest pytanie, czy istnieje jeszcze w nich neutralność światopoglądowa i wolność słowa. Powoływanie się na „wartości unijne” i zasady liberalnej demokracji, konieczne do przestrzegania przez wszystkich obywateli, wyklucza i grozi penalizacją tych, którzy mają po prostu inne poglądy: „Kto nie z nami ten przeciw nam”.

Przy okazji pytań i genezy powstania systemu liberalnej demokracji autor celnie zaznacza, iż po latach można ją porównać do teorii i praktyki komunizmu z jego „dialektycznymi sprzecznościami”, które w interesie klasy robotniczej rozstrzygała władza. Podobnie i dziś schorzenia oraz dewiacje LD usiłuje się usprawiedliwić „dobrem społeczeństwa i obywateli”, w których to interesie ma rzekomo działać, choć faktycznie ten system nie jest ani demokratyczny ani liberalny, ewolując w skrywany quasi-totalitaryzm.

Doskonałym tego przykładem jest działalność kierowniczych elit UE, które ignorują opinie społeczeństw łamiąc obowiązujące procedury przy użyciu manipulacji medialnych, wspierają pomysły radykalnej lewicy lub co najmniej tolerując jej antydemokratyczne zachowania. Osobne pytania poświęca prof. Roszkowski problemom kształtowania i manipulacji opinią publiczną oraz granicą „dialogu”, który stał się słowem – wytrychem, przy pomocy którego ma się podobno roztrzygnąć wszelkie spory i kontrowersje. Tyle tylko, że np. ideolodzy gender uważają, iż mają absolutną rację, więc jak z nimi dyskutować…

Jedne z końcowych pytań rozdziału II dotyczą kwestii nacjonalizmu oraz multikulturalizmu i tu prof. Roszkowski wskazuje, że multikulti zawiodło pokładane w nim nadzieje, a forsowanie tej polityki tylko doprowadziło do upadku moralności oraz konfliktów w społeczeństwach zachodnich. Jeśli chodzi o groźbę odrodzenia się nacjonalizmów, to zaznacza on, iż mimo odnowy poczucia odrębności i dumy narodowej w wielu krajach, ryzyko przekształcenia się tego w jakieś skraje ruchy polityczne jest faktycznie marginalne. Można tu zauważyć głupotę elit liberalno-lewicowych, które przez propagandę antynarodową tylko podsycają i deformują uczucia narodowców. Ostatnie 52 pytanie „Na czym polega kryzys Kościoła ?” nawet nie podnosi kwestii, czy taki kryzys jest, bo odpowiedź byłaby tu oczywista. Diagnozując jego przyczyny prof. Roszkowski, podobnie jak wielu wybitnych hierarchów i myślicieli wiernych Tradycji podnosi negatywne skutki Soboru Watykańskiego II i jego niesławnej pamięci „Ducha”. Cytuje tu Alain Bescanona, iż „Posoborowy Kościół stara się być miłym dla wszystkich i niczego od nikogo nie wymagać. Ludzie Kościoła są do tego stopnia tolerancyjni, że admirują wszystkie religie – z wyjątkiem własnej”. Można dodać, że swój udział w tym procesie ma „katolicyzm otwarty” o lewicowo – liberalnych korzeniach oraz dobrze znany modernizm i niestety winne temu są hierarchia, papieże ale i wierni.

  • Ponieważ omówienie dwóch pierwszych rozdziałów zajęło mi sporo miejsca, przedstawię tylko Państwu jakich spraw dotyczą pytania z III rozdziału pt. „Fundamenty”:
  • Czym jest postmodernizm lub „ponowoczesność” ?
  • Czy da się pogodzić wiarę z rozumem ?
  • Co jest dobre a co złe i co jest „poza dobrem i złem” 
  • Czy wiara w postęp jest groźna
  • Jeśli istotą cywilizacji zachodniej jest poszerzanie zakresu wolności człowieka, co jest w tym złego ?
  • Dlaczego pamięć jest ważna ?
  • Czy historia może nas czegoś nauczyć ?
  • Czy komunizm rzeczywiście upadł ?
  • Czym są prawa człowieka ?
  • Czy Kościół do czegoś zmusza ?
  • Czym grozi zanik wiary w Boga ?
  • Jak można mówić o „cywilizacji śmierci” ?
  • Czy jesteśmy właścicielami swego życia ?
  • Jaki jest sens cierpienia ?

Powyższe pytania są faktycznie tak fundamentalne, że nie ośmieliłem się w ich przypadku „ślizgnąć po temacie” i przedstawiając Czytelnikom ich tytuły, pragnę ich sprowokować do sięgnięcia po dzieło prof. Roszkowskiego. Tak dla formalności, na koniec przedstawię krótki anons tematów poruszanych w IV rozdziale „W obronie Zachodu”. Tak więc autor pyta czego chcą dziś ludzie Zachodu, czy naprawdę wciąż wierzą i czy chrześcijaństwo jest konieczne do utrzymania cywilizacji zachodniej. Pytania te są stawiane w kontekście zapaści demograficznej, deprecjacji instytucji małżeństwa oraz deprawacji młodych osób przez różne postępowe ideologie (LGBT, gender, skrajny feminizm i ekologizm). Dalsze pytania dotyczą wprost przyszłości istnienia cywilizacji zachodniej: czy faktycznie ona upada i czy są jakieś zabezpieczenia przed taką możliwością oraz czy można ją uratować lub czy też jest już zgubiona a wyrok jest tylko odroczony w czasie? W konkluzji swoimi pytaniami autor sugeruje, że jeszcze nie wszystko jest stracone – „Jak zawrócić z drogi”- ale będzie to wymagało potężnego wstrząsu społeczeństw, które muszą sobie uświadomić, że się zachowują jak przysłowiowe lemingi. A ostatnie pytanie jest takie: „Kto może skleić roztrzaskane lustro”?

+ posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *